|
W Polsce - rok 1960 Pełna stagnacja - tak można by scharakteryzować w dwu krótkich słowach to, co działo się w polskiej muzyce rozrywkowej roku 1960. Żelazna Kurtyna szczelnie kryje wszystko, co wydarzyło się w show biznesie Zachodu. W porównaniu z latami minionymi nie nastąpił żaden rozwój, nic nowego nie pokazało się w muzyce rozrywkowej - ciągle słuchaliśmy tych samych orkiestr, solistów, zespołów instrumentalnych. W USA rock and roll już królował, ba, wszedł w okres schyłkowy. U nas jedyną jaskółką był zespół pod nazwą Rhythm And Blues, a w tym, 1960, grupa Czerwono Czarni. O nich za chwilę. Jeśli chodzi o piosenkę klasyczną, tę z szeroką linią melodyjną, śpiewaną na tle dużej orkiestry - to stylistycznie nie nastąpił tu żaden postęp: wciąż słyszymy te same nazwiska: Rena Rolska ("Złoty pierścionek", "To niby takie proste"), Ludmiła Jakubczak ("Filipince nudno"), Sława Przybylska ("Deszcz", "Niezapominajka"), Irena Santor ("Maleńki znak", "Embarras"), Jadwiga Prolińska ("Nie patrz na mnie tak"), Anna Rek ("Znów minął lata jeden dzień"), Jerzy Michotek ("Żabka i miś"), Mieczysław Wojnicki ("Serenada, serenada"). Kilka z tych piosenek powstałych jeszcze w roku ubiegłym, nadal cieszyło się powodzeniem - po prostu z braku nowych. Solistom akompaniowały zespoły lub orkiestry: Kazimierza Turowicza, Jerzego Gerta, Stefana Rachonia i Jerzego Abratowskiego, ale najczęściej Bogusława Klimczuka. Ten aranżer, szef kilku zespołów i kompozytor, reprezentował młode wówczas pokolenie i przejawiał wielką aktywność. Jak zawsze spoglądam do katalogu radiowego - bo z niego dowiedzieć się możemy na co skazani byli słuchacze radiowych programów. Kara była ciężka - prawie żadnych nowości zza Kurtyny - kilka nagrań Nat King Cole'a, stareńkie Andrews Sisters ("Don't sit down upon the apple tree", "Beat me baby eight to the bar"), Frank Sinatra (cały lp "Come fly with me"), Dean Martin ("Volare", "When you smile", "Buona sera"), Doris Day ("Blues in the night", "Foggy day"), Tony Bennett ("Let's fall in love", "Over the rainbow", "I've got the world on a string), Ponadto po kilka nagrań duetu Les Pol i Mary Ford, wykonawców Country: Weba Pirce i Farron Young, garstka swingowych nagrań Gary Vaughan, mnóstwo Francuzów- od najstarszego do młodego pokolenia. Rock and rolla- zero! Tak jakby szefowie radia nie chcieli drażnić naszych decydentów brzmieniem angielskiego języka. Cóż tak ważnego wydarzyło się wówczas w polityce międzynarodowej? Za co aż tak bardzo obraziliśmy się na Amerykanów? Monopolistyczna firma Polskie nagrania wydawała swoje "czwórki", longplaye, przede wszystkim zaś płyty składankowe, różnego rodzaju "Prywatki u Bożeny", na których powtarzały się te same od lat nazwiska. Cieszono się więc takimi wykonawcami, jak m.in. Maciej Koleśnik ("Głęboka studzienka" i "Wlazł kotek na płotek"), Rena Rolska ("Deszczowy koncert i "Nieśmiały pierwszy śnieg"), Jerzy Michotek ("Woziwoda" i "Nie ma kwiatów dla Marianny"), Chór Czejanda ("Marina"). Maria Koterbska ("Parasolki"), Mieczysław Fogg ("W małym kinie", Bluzeczka zamszowa" i wiele , wiele innych piosenek Pana Mieczysława). Nieco nowocześniejsze w formie piosenki nagrywała jedynie Ludmiła Jakubczak ("Do widzenia Teddy"), za sprawą swojego męża Jerzego Abratowskiego, utalentowanego pianisty i kompozytora, który jedno ucho skierowane miał w kierunku Zachodnich nowości. Na zagranicznych gości też nie bardzo mogliśmy liczyć - Pagart sprowadził do nas z Francji Jacgueline Franciose i Freres Jacgues (sympatyczny, parodystyczny zespół wokalny), oraz dwóch wykonawców jazzowych: doskonale grający The New York Jazz Quortet (pamiętne zdjęcie trębacza tej grupy Idreesa Sullimana z "wydętymi" ustami) i Stana Getza. Był to pierwszy naprawdę wielki artysta jazzowy, który koncertował w naszym kraju. Naszym jazzmanom, którzy i tak w porównaniu z wykonawcami "rozrywkowymi" wyjeżdżali na świat dość często, otworzył on oczy na sposób grania muzyki jazzowej. A propos jazz, który wówczas stał zdecydowanie w opozycji wobec muzyki rozrywkowej - więcej działo się w jazzowym światku, niż w środowisku "rozrywkowym". Odbywały się regularnie koncerty pod hasłem Jazz w Filharmonii. Dla przykładu, w roku 1960 koncertowali w filharmoniach (nie tylko warszawskiej): zespół Nowoczesny Hot Klubu Hybrydy (Sadowski, Sidorenko, Dyląg, Bartz, Namysłowski), zespół Zbigniewa Namysłowskiego, Kwintet Janusza Zabieglińskiego, The Wreckers Andrzeja Trzaskowskiego, New Orleans Stompers. Zatrzymajmy się na chwilę przy tych nazwiskach: Janusz Zabiegliński prowadził przez lata flagowy zespół Warszawskiej Stodoły, czynny zawodowo jest do dziś. Krzysztof Sadowski jest prezesem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, a Zbigniew Namysłowski po 40 latach jest nadal liderem polskiego jazzu. Dla porównania sięgnijmy po nazwiska piosenkarzy z 1960 roku, co robią dziś? Występują trochę na marginesie naszego muzycznego życia i chyba jedynie Irena Santor udziela się nieco bardziej, choćby jako szefowa jednego ze związków twórczych, chroniącego praw i tantiemizacji artystów wykonawców. Wracając do jazzu - kilka innych wydarzeń roku 1960: we Wrocławiu otwarto Jazz Club "Pałacyk", w ramach wymiany z ZSP do Holandii wyjechał zespół Jana Kwaśnickiego (zupełnie zapomniane dziś nazwisko), odbyła się impreza Jazz na Kalatówkach, jak pisano w ówczesnych gazetach: zawód dla tych, którzy liczyli na "jazzowe orgie w górach". No i pierwsza impreza z cyklu Jazz Jamboree , z udziałem naszej całej jazzowej czołówki, kilku wykonawców ze Skandynawii (którzy z braku laku służyli nam za amerykańskie gwiazdy) i naturalnie wspomnianego Stana Getza. Miałem przyjemność osobiście prowadzić jego koncert w Stodole, bo tam odbywała się impreza Jazz Jamboree i było to dla mnie wielkie przeżycie. Odbył się też Ogólnopolski Konkurs Wokalistów Jazzowych, również w Stodole. Skomentowano to tak oto: śpiewaków jazzowych nie było wielu, można powiedzieć, że nie było ich w ogóle. Smutna sytuacja w naszej wokalistyce jazzowej". I oto wyniki konkursu: I miejsce Marek Tarnowski (w roku ubiegłym członek grupy Rhythm And Blues), II miejsce Jadwiga Juszczyk i Robert Tarnowski, III miejsce Piotr Puławski (niebawem członek Czerwono Czarnych, a wkrótce także Polan), IV miejsce Robert Polak. Kończąc o jazzie - w roku 1960 muzyka rozrywkowa była w opinii powszechnej czymś gorszym niż jazz. Jazz pisany czasem dużą literą był (też sztuką przez wielkie SZ), a rozrywka taniochą. Tę opinię starali się podtrzymywać sami jazzmani, lekceważąc przedstawicieli muzyki rozrywkowej. Purytanie, fundamentaliści - ale było ich coraz mniej. Problemy finansowe, które zawsze gnębiły środowisko jazzowe, zmusiły ich do grania pogardzanej muzyki rozrywkowej. O problemie tym pisał w miesięczniku "Jazz" krytyk i muzyk Mateusz Święcicki: "dwóch czołowych muzyków Namysłowski i Kruszyński zhańbiło się grą w zespole Wicharego. Za ten niegodny czyn prawdziwego jazzmana mieli być wykłuczeni z Hot Klubu Hybrydy. Dlaczego? Bo ktoś, kiedyś napisał, że orkiestra Wicharego gra nie jazz, lecz muzykę rozrywkową. Ku rozpaczy sekciarzy i purytanów powyższy przykład wcale nie stanowi wyjątku. Dziś Krzysztof Komeda i inni akompaniują ...Sławie Przybylskiej, Wanda Warska ponoć śpiewa niejazzowe piosenki, Jan Ptaszyn Wróblewski z Miliamem będą obchodzić jubileusz owocnej współpracy z Poznańską Pietnastką Radiową". Mateusz Święcicki wiedział doskonale, że przyjdą czasy, gdy jazz i muzyka rozrywkowa iść będą ręka w rękę, nawzajem czerpać z siebie i wspierać się muzyka i moda - te dwie rzeczy były kiedyś nierozdzielnie. Trzeba było grać określoną muzykę i trzeba było w określony sposób ubierać się, by nie zostać skreślonym z "klanu" swoich. O ówczesnej modzie we "Współczesności", Roman Śliwonik, bardzo wtedy modny i lubiany pisał tak: Moda tu a la Przekrój. U kobiet spodzień kolorowy, wąski i szczelnie półdupki opinający, swetry w kolorach niebywałych (swetry solidne, drogie, a nie jakieś tam farbowane byleco). Do codziennego rytuału należy też macanie swetrów i cmokaniem wyrażanie podziwu. Swetrem tu, bracie, zaimponować możesz najbardziej. Partnerki gwiazdorów włos rudy obnoszą . Jak wszedłem na salę, to tak, jakbym stronę Przekroju otworzył, gdzie gust społeczeństwa względem przyodziewku się kształtuje. Kierownik paraduje w okularach a la Cybulski, kelnerki między przyniesieniami jednego dania a drugiego, toalety zmieniają, , a jedna to tak obcisła była, że człowiek nie wiedział czy na kotlet schabowy, czy na podziwianie powinien się zdecydować". Dziś swetry już niemodne a co do obcisłości to się znam, ale pochwalam. I teraz kilka słów o tej jedynej rock and rollowej jaskółce, żeby nie było, że tak naprawdę nic nowego w roku 1960 w muzyce rozrywkowej się nie wydarzyło. Czerwono Czarni powstali jako kontynuacja zespołu Rhythm And Blues, któremu aparatczycy partyjni, czyli 1959, zupełnie nie dali żyć, a zwłaszcza występować. Zespół powstał z inicjatywy dziennikarza z Trójmiasta Franciszka Walickiego, który uprzednio interesował się jazzem i był współorganizatorem obu Sopockich Festiwali Jazzowych. Ze składu RAB do Czerwono Czarnych przeszli: Michał Bunano, Marek Tarnowski i Andrzej Jordan oraz pianista Zbigniew Garsen. Pozostali członkowie zespołu to: Janusz Godlewski (śpiew, gitara), Wiesław Bernolak (gitara), Wiesław Damięcki (kontrabas), Przemysław Gwoździowski (saksofon) i Ryszard Żuk (perkusja). Większość tych nazwisk jest już dziś zapomniana, zresztą od Czerwono Czarnych muzycy odchodzili często, by zrobić miejsce innym. Pierwszy koncert zespołu odbył się 23 lipca 1960 roku w Klubie Studentów Wybrzeża Żak, w klubie, w którym wówczas działo się wiele dobrego, nie tylko zresztą dla rock and rolla. W repertuarze tego wczesnego składu zespołu znajdowały się wówczas wyłącznie zagraniczne rock and rollowe standardy, o komponowaniu własnych utworów dopiero zaczynano myśleć. Zresztą, w porównaniu z innymi zespołami, takimi jak Niebiesko Czarni czy Czerwone Gitary, ta grupa dość długo nie lansowała własnych piosenek, wystarczał jej repertuar zagraniczny. Kto zresztą wtedy poważnie myślał, że rock and roll przetrwa lata!... W roku następnym Czerwono Czarni ruszyli w trasy koncertowe - trafili między innymi do Warszawy, gdzie występowali na fajfach w restauracji Kongresowa w Pałacu im. Józefa Stalina, oraz na porankach w kinach Palladium i Skarpa. Tłum przed kinami był ogromny, bo rock and rolla w Warszawie jeszcze na żywo nie słyszano. Również w roku 1961 pozwolono Czerwono Czarnym wkroczyć do telewizji - zespół wystąpił w magazynie kulturalnym Pegaza w Filharmonii Narodowej zarejestrował swą pierwszą płytę, na razie jedynie "czwórkę" dla firmy fonograficznej Pronit. Podsumowanie tej wczesnej działalności zespołu zakończmy informacją, że latem 1961 roku zespół zainaugurował słynny Sopocki Non Stop, "salon" taneczny tuż przy molo, lokal najmodniejszy wówczas w całej Polsce, gdzie trzeba się było pokazać. Żadne inne występy, żadna płyta nie spopularyzowała wówczas zespołu tak, jak występy w Non Stopie. I, jak zawsze na koniec naszych wspomnień, dla przypomnienia, kilka faktów spoza świata muzyki, by pokazać co ciekawego działo się w roku 1960 w Polsce i na świecie: Zmarli: Albert Camus, pisarz francuski (47 lat), pisarz rosyjski Borys Pasternak (70), Max Sennet, pionier filmu, reżyser (80), aktor amerykański Clark Gable (59). Laureatem pierwszej nagrody VI-tego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina został włoski pianista Maurizio Pollini. W warszawskim Teatrze Dramatycznym odbyła się premiera "Kartoteki" Różewicza. Sztukę tę znajdziemy i dziś w repertuarze jednego z warszawskich teatrów. Premiery filmowe m.in.: "Zezowate szczęście" Andrzeja Munka ze znakomitą rolą Bogumiła Kobieli, "Krzyżacy" Aleksandra Forda, "Niewinni czarodzieje" Andrzeja Wajdy, filmy zagraniczne m.in.: "Do utraty tchu" Jean Luc Godarda, "Spartakus" Kubricka, "Nie strzelać do pianisty" Francoise Truffaud, "Ben Hur" zdobył 10 nagród Oscara Nową stolicą Brazylii zostało miasto Brasilia. Nad terytorium ZSRR zestrzelono samolot wywiadowczy U2. Chruszczow zagroził atakiem nuklearnym, jeśli USA uderzy na Kubę. Tenże sam Leonid Chruszczow podczas swego przemówienia na forum ONZ, butem walił w pulpit, by podkreślić swe racje. Samolot rakietowy USA pobił rekord prędkości - 3440 km/h. Zespól The Beatles po raz pierwszy wystąpił w jednym z nocnych klubów Hamburga. Cassius Clay pokonał w finale wagi półciężkiej Zbigniewa Pietrzykowskiego. Oto inne sukcesy naszych sportowców na olimpiadzie w Rzymie: złoto dla Zdzisława Krzyszkowiaka w biegu na 3000 metrów z przeszkodami i dla Józefa Schmidta w trójskoku (16 m 81 cm). 35-tym Prezydentem USA, po zaciętej walce z Richardem Nixonem, zostaje John.F.Kennedy. Marek Gaszyński

|