Fonosfera
   << FONOSFERA - strona główna  
W Polsce - rok 1962 

 

Zacznijmy od klasyków polskiej piosenki, czyli Pań i Panów, którzy śpiewali i śpiewają do dziś - ładnie, bez żadnych pokrzykiwań, ryków, wokalnych eksperymentów, żadnego rock and rollowego sztafażu. Pierwsza połowa lat 60-tych to okres dobry i dla Ireny Santor, i dla Marii Koterbskiej, i dla Sławy Przybylskiej, i dla Katarzyny Bovery, i dla Reny Rolskiej. Elegancja tych Dam dała odpór młodym, szalonym rock and rollówkom. Żadna z wymienionych Pań z rock and rollową nawałą nie próbowała walczyć zmianą repertuaru, unowocześnieniem stylu, żadna nie próbowała dopasować się do rock and rollowego szaleństwa. Po prostu były konsekwentne w swym dystyngowanym śpiewaniu. Duża orkiestra, szeroka linia melodyczna, tradycyjna aranżacja na big band, sekcja smyczków, teksty o problemach dojrzałej miłości - żadnych wycieczek w kierunku świata opanowanego przez gitarę. Tam gdzieś w Polsce grało trzysta tysięcy gitar, a tu na scenie spokój i wytworność. Oglądaliśmy to co weekend w naszej telewizji - te wszystkie Święta Kobiet, Barbórki, Święta Gazety Robotniczej czy Trybuny Ludu. No i sopocki festiwal - ale tu już na scenie tańczyły jak żywe srebro młode gwiazdki. W programach Janusza Rzeszewskiego, Lucjana Kydryńskiego i innych Panów - reżyserów przywiązanych do scenografii: wielkie schody, pawie pióra i szerokie kapelusze - nie było miejsca dla szalonej gitary, skaczącej po scenie panienki. Owszem, to wszystko się u nich pojawiło, ale nieco później, za parę lat, gdy było już wiadome, że rock and roll i jego pozostałości to nie przemijająca moda, że to już pozostanie na zawsze.

W Polskich Nagraniach te wielkie gwiazdy nagrywały płyty - Violetta Villas "To mówią maraksy" z orkiestrą Edwarda Czernego, Jerzy Michotek "Piosenkę dla sąsiadki" z Klimczukiem, Cezary Fabiński "Piosenkę przy goleniu" z Czernym, Katarzyna Bovery całą serię piosenek włoskich i francuskich - "Milord", "Tango Italiano", "Tango zazdrości", "Quando, quando" z Zygmuntem Wicharym. Ale i do Polskich Nagrań rock and roll wkraczał. Najpierw były single, potem tzw. "czwórki", i na koniec dopiero long play. Nie sposób było przeskoczyć te zasadę. Na dużą płytę trzeba było sobie zapracować, zasłużyć małymi płytami. Więc nasz rynek przez kilka lat zasypany był tymi singlami i "czwórkami", a na longplay trzeba było czekać naprawdę długo, po kilka lat. Czerwono Czarni, którzy powstali przecież w 1960-tym, pierwszego longplaya doczekali się w 1966, a Niebiesko Czarni czekali od 1961 do 1966. Inna sprawa, że nie zawsze było co nagrywać, zwłaszcza w przypadku Czerwono Czarnych, którzy przez kilka pierwszych lat swej działalności śpiewali prawie wyłącznie repertuar angielsko/amerykański, a Polskie Nagrania dbały, słusznie zresztą, o dobro polskiej piosenki.

Oto big beatowe niektóre płyty z roku 1962: Tony Kreczer "Hallo Mary Lou" i "Cowboy story", Karin Stanek "Teddy bear", "Tutti frutti", "Jimmy Joe", "Malowana piosenka", Juliusz Wydrzycki "Adieu tristesse", "El Soldado de Levita", Niebiesko Czarni "Peppermint twist", "Red river rock", "Ciamcialamcia twist", "Teach me how to twist", "Tramp twist". Warto przy okazji przypomnieć skład Czerwono Czarnych, którzy akompaniowali Karin Stanek: Gwoździowski, Katana, Knap, Puławski, Krzeczek oraz skład Niebiesko Czarnych z podanych powyżej płyt: Dornowski, Wydrzycki, Klenczon, Kossela, Zomerski, Danielowski, Wander, Kowalski. Z tego ostatniego zespołu spójrzmy na trzy nazwiska: Kossela, Klenczon i Zomerski - za dwa lata (pod koniec 1964-ego), będą już myśleli o nowej grupie, o Czerwonych Gitarach, które powstały w styczniu 1965 r. Ale o tym później. Z zestawu tytułów nagranych przez Niebiesko Czarnych wynika jasno, że rok 1962 był u nas rokiem twista. I tak było w rzeczywistości - nagrywano twisty, zarówno oryginalne, jak i przerobione z polskich piosenek i tańczono w rytm twista. Ta taneczna moda ruszyła w Polskę oczywiście z Sopockiego Non Stopu, gdzie twist na parkiecie królował. Kończąc rozdział o płytach 62-go, wspomnijmy Bogusława Wyrobka i jego "czwórkę": "Twist around the clock", "Smoke get's in your eyes", "Let's twist again" i "Crazy love" nagraną z zespołem Zygmunta Wicharego, wraz z którym Wyrobek jeździł po kraju, oraz płytę Polskich Nagrań z piosenkami z Kabaretu Starszych Panów. Pokazany w Telewizji Kabaret zyskał sobie milionowe grono zagorzałych sympatyków, a pierwsze z niego piosenki ukazały się na płycie: "Portugalczyk Osculati", "Mambo Spinoza", "Piosenka jest dobra na wszystko", "W czasie deszczu dzieci się nudzą", "Adieu pomidory", "Wesołe jest życie staruszka" oraz kilka innych, niezapomnianych do dziś. W następnych 35-ciu latach Polskie Nagrania nie raz wznawiały kabaretowe piosenki i na pewno nie raz będą do nich wracać. To już kanon polskiej muzyki rozrywkowej.

I teraz o big beacie. Dwaj reporterzy tygodnika "Dookoła Świata", Stefan Bratkowski i Wojciech Giełżyński, w najpopularniejszej w tamtych latach kawiarni Uśmiech (MDM, róg Pięknej), zorganizowali pamiętną przez długie lata imprezę, podczas której na jednym koncercie i na jednej scenie wystąpił zespół Czerwono Czarni oraz laureaci konkursu na piosenkarzy amatorów. Repertuar był ogromny - prócz klasycznych rock and rolli i polskich piosenek, śpiewano melodie ludowe oraz tematy operetkowe. Język angielski dominował na całej linii, wtedy nasza młodzież, w zasadzie odcięta od zagranicznych nowości, chciała słuchać prawie wyłącznie piosenek amerykańskich. Dziś, gdy pod ręką mamy nowości z Wielkiej Brytanii i USA, gdy wszystkie rozgłośnie te nowości grają aż do znudzenia, chcemy słuchać piosenek polskich. I to nie tylko tych nowych - także tych starych, właśnie z ery big beatu.

Nie wszyscy się tym rock and rollem rodem znad Wisły zachwycali. Oto fragmenty ze "Szczecińskiego Kuriera": Największy jednak sprzeciw budzą podczas koncertu Czerwono Czarnych tzw. grepsy, czyli po prostu zgrywanie się zespołu, które szczególnie w I części z zażenowaniem obserwuje nawet ta część publiczności, na której aplauz liczono. Czy nikt przed premierą nie oglądał tych "występów" i nie powiedział młodym ludziom, że robią z siebie błaznów? A przecież można było całość poprowadzić w stylu miłej, młodzieżowej zabawy, której próbkę dano w finale pierwszej części tańcząc i śpiewając madisona". Zwracam uwagę na te określenia - "miłej i sympatycznej" zabawy... Najlepiej w czerwonych krawacikach i pod opieką instruktorów ZMP. I z tej samej gazety ocena publiczności: "Przez niezbyt starannie zabezpieczone wejścia, na widownię przedostały się tłumy rozwydrzonych wyrostków obojga płci, w tym liczna rzesza lubelskich Cyganów. Nie dość, że pozajmowali miejsca innym, fetując swych występujących na estradzie pupili, podnosili oni tak przeraźliwe wrzaski i zachowywali się tak skandalicznie, że wielu widzom już w połowie koncertu odeszła ochota do dalszego wysłuchiwania mistrzów "mocnego uderzenia". Tak zorganizowanych imprez jak ostatnia, nie chcemy więcej w naszym mieście. Dlatego domagamy się od władz kulturalnych, aby wyciągnęły konsekwencje w stosunku do organizatorów piątkowego koncertu i wprowadzały przy wydawaniu zezwoleń na występy różnego rodzaju zespołów takie restrykcje, które by gwarantowały, że nasze nieliczne sale widowiskowe nie będą w przyszłości miejscem ujawniania się dzikich instynktów i terenem gorszących ekscesów". Skąd my znamy to słownictwo.. Autorzy tej notatki pewnie marzyli o zabawie w stylu "miłej i młodzieżowej". Ale to był przecież rock and roll, "it's only rock and roll", jak kilka lat później śpiewali Rolling Stonesi.

Omawiając wydarzenia roku 1961 pisałem o konkursie "Szukamy Młodych Talentów" zorganizowanym przez Czerwono Czarnych. W roku 1962 na kortach tenisowych w Szczecinie odbył się finał tego konkursu. Doskonały komentarz do tej imprezy napisał wówczas, jeszcze pod wrażeniem imprezy, popularny dziennikarz Bogdan Węsierski. Myślę, że z ciekawością przeczytają państwo, jak oceniał on I FMT: "Gitary poszły w ruch. Autostopem do Szczecina przyjechało 500 gitarzystów na FMT. Przyjechała setka solistów, którzy chcieli, aby wszyscy usłyszeli jak potrafią śpiewać na estradzie. Dziesięć orkiestr jazzowych stanęło do tego turnieju, aby zdobyć uznanie i puchar Expressu Wieczornego dla najlepszego amatorskiego zespołu. W Szczecinie zrobiło się wesoło, gwarno i młodo. Okazało się, iż talentów mamy sporo. W porównaniu ze szkołą szeptaczy radiowych wspieranych przez szmery i akustykę mikrofonu, młode talenty reprezentują głośną szkołę krzykaczy, naśladujących zagraniczne wzory. Ale niby co właściwie mają robić ci młodzi ludzie pełni temperamentu, którzy kochają piosenkę, trochę inną od powszechnie lansowanej? Co mają robić, jeśli nie odpowiada im programowa melancholia i prasłowiański smętek?" I teraz kilka zdań autora o laureatach: "Znalazła się wśród nas nawet prawdziwa rewelacja, jaką jest śpiewająca włoską piosenkę "Mamma" 14-letnia Grażynka Rudecka. Helena Majdaniec śpiewająca z dużym temperamentem "24 tysiące pocałunków" myśli poważnie o karierze zawodowej piosenkarki i jest zupełnie możliwe, że nią niebawem zostanie. Jak prawdziwa gwiazda błyszczy ruchliwa jak sprężyna Karin Stanek, śpiewająca z nieodstępną gitarą ile tchu w piersiach. Z przyjemnością słuchaliśmy w Szczecinie dobrego zespołu big-beatowego Niebiesko Czarni (zdobyli oni puchar Expressu Wieczornego jako najlepsza orkiestra, stając się poważnym konkurentem zespołu Czerwono Czarni). Dwie Greczynki z Wrocławia Torlachidu i Teodozjadu śpiewały oczywiście po grecku "Dzieci Pireusu". Duet Klenczon i Wargin z Oliwy błysnął w dowcipnym opracowaniu jazzowym piosenki dla dzieci o czterech misiach. Talenty te wyłowiła właściwie orkiestra Czerwono Czarnych Przemka Gwoździowskiego jeżdżąc i koncertując po całym kraju. Inicjatorem akcji szukania młodych talentów był tygodnik "Dookoła Świata".

Piosenka rozkwitała latem - bo latem jeździły po Polsce te kolorowe zespoły, latem trwał Sopocki Non Stop Taneczny, latem odbywały się wszystkie festiwale. Drugi Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie odbywał się w dniach 6-8 lipca 1962. Układ był taki sam - Dzień Polski, Dzień Międzynarodowy i Koncert "Piosenka nie zna granic". Nasze barwy reprezentowali: Katarzyna Bovery, Mieczysław Friedel, Bożena Grabowska, Helena Majdaniec i Jerzy Połomski. Z gwiazd zagranicznych odwiedzili Sopot m.in. Isabelle Aubert (Francja), Emil Dimitrow (Bułgaria, Fred Frohber (NRD), Hana Hegerova (Czechosłowacja), Paul Kuhn (RFN, Anita Traversi (Szwajcaria) - w sumie było 19-tu wykonawców z 19-tu państw. Koncerty zapowiadali: Irena Dziedzic, Zbigniew Korpolewski i Ryszard Serafinowicz, a solistom towarzyszyli: Orkiestra Filharmonii Bałtyckiej p/d Adama Wiernika, zespół dixielandowy Zygmunta Wicharego i grupa Czerwono Czarni. W dniu Polskim nagrody za interpretację zdobyli m.in. Anita Traversi za "Jesienną rozłąkę" i Hana Hegerova za "Szeptem", a w dniu Międzynarodowym II miejsce zajął Emil Dymitrow za słynną piosenkę o "Arlekinie".

I jeszcze kilka faktów z roku 1962: debiutował Maryla Rodowicz, ale laury i sympatie zdobyła w latach następnych. Wtedy jeszcze decydował się jej los: piosenkarka czy sportsmenka? Powstało w 1962 kilka zapomnianych już zespołów, po których nie pozostał ślad w postaci jakiegokolwiek nagrania: Nastolatki z Wrocławia, Kon Tiki ze Szczecina, Rock Hall z Poznania. Zaistniało też na dłużej kilka zespołów, które odcisnęły swoje piętno w światku polskiego rocka and rolla: Big Beat Sextet, który w roku następnym przerodził się w Tajfuny, w radiu zadebiutował zespół Luxemburg Combo, zadebiutowały Filipinki. Usłyszano o Chochołach, Pesymistach, Alibabkach, nagrań dokonał wtedy Czesław Niemen, jeszcze jako Juliusz Wydrzycki.

I na koniec lista wydarzeń, nie tylko muzycznych, nie tylko kulturalnych roku 1962:

  • odbyła się polska prapremiera "Króla Ui" Bertolda Brechta z Tadeuszem Łomnickim w roli głównej,
  • firma płytowa Decca - po przesłuchaniu próbnych nagrań zespołu The Beatles - zrezygnowała z nagrywania i lansowania tej grupy,
  • Elvis Presley wystąpił w filmie "Girls, girls, girls",
  • amerykański kosmonauta John H.Glenn wykonał pierwszy lot kosmiczny wokół Ziemi,
  • śpiewak Iwan Rebrow zagrał role tytułową w operze "Borys Godunow", wystawionej w Paryżu,
  • w Alpach przebito tunel pod przełęczą Świętego Bernarda,
  • w Izraelu wykonano wyrok śmierci na zbrodniarzu hitlerowskim Alfredzie Eichmanie,
  • Polskę odwiedzili intelektualiści francuscy: Simone de Beauvoir i Jean Paul Sartre,
  • odbyła się premiera filmu w reżyserii Romana Polanskiego "Nóż w wodzie",
  • na festiwalu filmowym w Cannes zdobył on nagrodę FIPRESCI,
  • w finale Mistrzostw Świata w Piłkę Nożną Brazylia pokonała CSRS 3:1,
  • Jajmajka odzyskała niepodległość,
  • Literacką Nagrodę Nobla otrzymał John Steinbeck,
  • Zmarli: poeta Władysław Broniewski (żył 65 lat), pisarz Leon Kruczkowski (62), pisarz William Faulkner (65), aktorka Marylin Monroe (34 lata).

Marek Gaszyński


uwaga